Historie z Chicago (2/2)

Rok 2007 był wyjątkowy ponieważ w wyniku panującego w trakcie biegu upału przekraczającego 30 stopni Celsjusza organizatorzy w trakcie biegu ogłosili, że przerywają bieg i proszą uczestników o przemieszczenie się spacerem do strefy mety. Tym sposobem wiele osób zeszło z trasy i nie zostało w ogóle ujętych w statystykach.

Na dzień maratonu temperatury zapowiadały się na wysokie. Świeciło słońce i z każdą godziną stawało się coraz trudniej biec. Męczyłem się biegnąc i słyszałem dużo karetek jeżdżących na sygnale ale cóż było zrobić. Bardzo się starałem aby się nie zatrzymać ponieważ wiedziałem, że po jednym zatrzymaniu będę się musiał zatrzymywać wielokrotnie. Minąłem chińską dzielnicę i przed 35 kilometrem pilnujący porządku policjanci zaczęli krzyczeć, że bieg jest zamknięty i żeby najkrótszą drogą udać się po swoje rzeczy albo do domu. Byłem w grupie uczestników, dla których najkrótsza droga na metę wiodła po trasie maratonu. W wyniku ostrzeżeń wydanych przez policjantów biegnący przeszli w marsz. Ponieważ na trasie było bardzo tłumnie dlatego należało odrzucić każdą myśl o biegnięciu samemu ponieważ to by się wiązało z ciągłym manewrowaniem pomiędzy maszerującymi biegaczami. Tak doszedłem do mety po ponad 5 godzinach od startu. Na mecie przekraczającym jej linię dawali medale – w końcu co mieli z nimi zrobić. Przez to, że większość nie posłuchała policjantów a zamiast najkrótszą drogą doszła do mety trasą maratonu to mogą uznać bieg za zaliczony pomimo przemaszerowanej końcówki.