Przebiegłem 5000 kilometrów w 50 dni

Bieg miał miejsce w ramach „15 INTERNATIONAL ULTRAMARATON FESTIVAL Athens-Hellinkion 2020”. Zajęło to 49 dni 6 godzin 27 minut 02 sekundy.

Dlaczego brałem udział w tym biegu ? To kolejny bardzo przemyślany krok w mojej przygodzie z bieganiem. Biegam 25-30 maratonów i ultra rocznie. Biegam biegi 24h, 48h, 10-dobowe, na 1000km i 1000mil. A teraz była kolej na 5000km. Normalna droga, zdrowego ultra biegacza. Teraz kolej na kolejne mega długie biegi i cieszenie się wyzwaniem i przygodą. Relacjonuje pasjonat biegania Paweł Żuk.

1. HISTORIA

Bieg na dystansie 5000km w formule otwartej rozegrany został po raz pierwszy na świecie. Co oznacza ta formuła? Dokładnie tyle, że od momentu startu zawodnik sam ustala sobie strategię biegu. Kiedy i ile biegnie. Ile śpi. Kiedy robi przerwy na odpoczynek, masaż, posiłek. Ogranicza go jedynie limit czasowy na dotarcie do mety. A na to organizator przewidział 60 dni i nocy.

Trasa biegu to atestowana pętla o długości 1km czyli standard w tego typu biegach. Bezpieczeństwo zawodnika to podstawa. Minusem było to, że na tej małej pętli czekał na nas lekki, ale prawie 300m podbieg.

Bieg na podobnym dystansie 3100 mil (4989km) odbywa się w USA. W tym roku rozegrano 23 edycję tych zawodów. Organizator pozwala najlepszym na „dokręcenie” do pełnych 5000km. Formuła biegu w Nowym Jorku różni się jednak od tej ateńskiej. W Stanach ze względu na zdrowie zawodników, bieg trwa od godz 6:00 do 24:00 (na dobę). Natomiast 6 godzin mają oni dla siebie: sen, odpoczynek, masaże, itd.

Na stronie DUV widnieje nieco ponad 110 wyników w rywalizacji mężczyzn (około 56 biegaczy) i zaledwie 9 w rywalizacji kobiet (7 pań) na tym dystansie. To najlepsi, którzy ukończyli bieg w limicie przewidzianym przez organizatora tego biegu (52 dni)

W przeszłości rozgrywane były też biegi na podobnych dystansach w formule z punktu A do B. Przykładem może być TRANSEUROPA 2003 – bieg z Lizbony do Moskwy. Bieg ukończyło 21 zawodników, a podzielony on był na 64 etapy.

I najpopularniejsze wyzwanie na dystansie 5000km, czyli bieg przez USA. Trasa zazwyczaj biegnie z Los Angeles (lub San Francisco) do Nowego Jorku. Rekordzistą takiego wyzwania jest Pete Kostelnick (dwa razy wygrywał Badwater). W 2016 biegnąc właśnie z San Francisco do Nowego Jorku uzyskał wynik 42 dni 6 godz. i 30 min.

Lecz bezapelacyjnym mistrzem biegów ultra długich jest biegacz z Finlandii, Ashprihanal Pekka Aalto (50-latek z grupy SRI CHINMOY MARATON TEAM), który brał udział w biegu 3100mil 14 razy. Wygrywał ten bieg 8 razy i do niego należy rekord świata w biegu na dystansie 5000km (atest). W 2015 (3100mil+) uzyskał wynik 40 dni 9godz. 6min. 21 sek.

2. REGULAMIN BIEGU I NASZA STRATEGIA

Przed biegiem każdy z zawodników odbył indywidualną rozmowę z organizatorem, na której został poinformowany o podstawowych zasadach naszego wyzwania. Najważniejsze informacje to konieczność posiadania przez zawodnika w każdym momencie biegu dwóch czipów oraz stawianie się przed lekarzem w każdy poniedziałek i czwartek o godz. 20:00. To od decyzji lekarza uzależniony był dalszy udział zawodnika w biegu. Mógł on całkowicie wykluczyć biegacza z wyzwania lub nakazać czasowe zejście z trasy (od kilku do kilkudziesięciu godzin) jeżeli uznał, że tego wymaga jego stan (kontuzja, 10% ubytek masy ciała).

Ważenie przed biegiem odbywało się w ubraniu (dżinsy, bluza, telefon, klucze, dokumenty). Na moje pytanie dlaczego tak, organizator odpowiedział że będziemy wzywani prosto z trasy i na pewno będziemy dobrze ubrani, często ze słuchawkami, z MP3 czy telefonem. Ważenie miało pokazać czy ktoś w bardzo krótkim odstępie czasu nie traci po 3-4kg. Lekarz mierzył także tętno, puls i omawiał z zawodnikiem jego urazy i kontuzje.

Posiadając te informacje dopasowaliśmy strategię biegu do naszych oczekiwań i do regulaminu.

Żałuję, że wtedy nie dopytałem jakie konsekwencję poniosą zawodnicy, którzy nie stawią się na wyznaczoną wizytę u lekarza. Jak się potem okazało nie wszyscy biegacze postępowali fair. Wiedząc o swoich problemach zdrowotnych i o tym, że mogą zostać zawieszeni czasowo, z premedytacją unikali wizyt lekarskich i co za tym idzie nie ponosili konsekwencji. Zaskoczeniem było dla mnie też to, że organizator widząc ten proceder u niektórych zawodników nie reagował.

Lekarz prowadzący zawody podczas mojej ostatniej wizyty stwierdził, iż przez całość biegu mój stan zdrowia nie budził zastrzeżeń. Zachowywałem bezpieczną granicę minimum 3-4kg od limitu wagowego. A powstałe urazy i kontuzje zostały poprawnie zdiagnozowane. Dwudniowa absencja podczas leczenia Achillesa to i tak niewiarygodnie krótki okres. Podobnie krótkim okresem leczenia urazu może pochwalić się reprezentant Brazylii. Z powodu infekcji kilkugodzinną przerwę zaliczyła też biegaczka z Tajpej. Inna sprawa, że potem już nie mogła wrócić do swojego planu. Dodam, że według raportu, w którego jesteśmy posiadaniu, stawiłem się na wszystkie wyznaczone wizyty u lekarza. W raporcie tym można też wskazać uczestników, którzy nie stosowali się do regulaminu.

3. BAZA i SERWIS

Startując rok wcześniej na dystansie 1000mil, wiedziałem co może w tym temacie zaoferować nam organizator i czego możemy się spodziewać. Dlatego też przylecieliśmy do Aten 4 doby wcześniej aby wyszukać sobie na terenie hali dogodnego, najlepszego miejsca do rozbicia bazy. Mieliśmy ogromne szczęście. Wyszukaliśmy dwa sąsiadujące ze sobą pokoje. Nieduże więc łatwe do ogrzania. Mieliśmy dwa grzejniki i jedną dmuchawę ciepłego powietrza. To w zupełności wystarczyło. Była łazienka, kibelek i prysznic. Lecz aby to wszystko działało musieliśmy uruchomić wyobraźnię. Ale przecież nie samym bieganiem człowiek żyje i nie takie rzeczy w życiu robił :-). Było o niebo lepiej niż rok temu.

Nie wszyscy mieli takie szczęście. Większość odpoczywała w pomieszczeniach po kilka osób, na prowizorycznych leżankach, w chłodnych pokojach. Niejednokrotnie były to szatnie zawodników lub wręcz duże łazienki, typowe szatnie piłkarskie z toaletami i prysznicami. Na podłodze zimne płytki, bez okien czy ogrzewania.

Lecz i najlepsza baza nie będzie funkcjonować bez obsługi. Serwis, czyli mózg całego przedsięwzięcia. To od ciężkiej pracy serwisu zależało czy nasza strategia będzie właściwie realizowana. Do obowiązków zespołu należało dosłownie wszystko. Począwszy od pilnowania właściwych godzin odpoczynku, odżywiana i suplementacji, po słuchanie i analizowanie sygnałów od zawodnika, sprawdzania prognoz pogody, dopasowania ubioru, opatrywania urazów, masaże, pilnowanie pomiaru czasu (jedna mała awaria skutkowała odjęciem mi 1km) i w miarę możliwości pomoc innym zawodnikom na trasie. Bieg biegiem, rywalizacja rywalizacją, ale zawsze jesteśmy w gotowości pomóc innym. To podstawa w tego typu wyzwaniach. Niestety jak już wspominałem nie wszyscy postrzegają bieganie w ten sposób. Przyświeca im inne hasło: po trupach do celu.

Cały czas przy mnie była jedna osoba ze stałej ekipy (Kamil Werner, Monika Gańska-Karamon, Ola Mądzik, Kamil Wolski, Edyta Wycech). Średnio co 8-9 dni następowała zmiana. Do tego codzienne był przy mnie ktoś z przyjaciół mieszkających w Atenach. Tutaj ogromne podziękowania dla Agnieszki i Jarka Popielów. Stali się niemal członkami zespołu. Byli u mnie codziennie. Do tego częste odwiedziny Wioli, Iwony, Tomka, Szymona, Beaty i Tomka. Niespodziewane odwiedziny przyjaciół z Londynu, Doroty i Tadzia z rodziną. Weekendowa pomoc w serwisie Mateusza Pietrulińskiego czy niespodzianka Jacka Będkowskiego.

Ogromne podziękowania należą się szefowej mojego zespołu. Nawet jak jej nie było na miejscu to koordynowała pracę zespołu z Warszawy. Natalia Tejchma trzymała pieczę nad pracą wszystkich. Była do dyspozycji serwisantów o każdej porze dnia i nocy. Przez 50 dni i nocy była ze mną czy to fizycznie czy to przy telefonie i komputerze.
Dziękuję Wam wszystkim.

4. SPRZĘT, JEDZENIE I SUPLEMENTACJA

Jak wszyscy wiedzą, każda z tych rzeczy jest bardzo ważna. Pochopny dobór butów, skarpet, spóźniony posiłek czy zbagatelizowanie uzupełnienia np. magnezu może położyć każdy bieg. Te rzeczy testujemy latami i wybieramy optymalną dla nas wersję, choćby wydawała się banalna i niedorzeczna, ale sprawdza się u nas to STOSUJEMY.

Na bieg zabrałem 6 par butów. Podstawą była ALTRA i modele TORIN3.5, TORIN4.0 i ECSALANTE. Do tego buty z dropem – „stuningowane” Hoka. Strategia przewidywała nieco ponad 100km dziennie. Od wczesnego ranka, gdzie często było chłodno, biegałem np. w Altrach Torin 4.0, a po przerwie poobiedniej, gdzie zwykle było słonecznie, zakładałem buty z dropem, często bez palcy. Naturalnie plany ulegały modyfikacji w zależności od pogody. Doszczętnie zajechałem 4 pary butów. Najczęściej padały podeszwy. Ścierałem nawet kilka centymetrów na tysiąc kilometrów. I niestety efektem wszechobecnego pyłu było przecieranie się zapiętek.

Jeżeli chodzi o ubrania to od kilku już lat biegam w produktach NESSI SPORTSWEAR. Rewelacyjnie sprawdzają się u mnie koszulki, longsleevy i bielizna. Nie stosuję przy tym żadnych maści na otarcia. Firma posiada duży wybór skarpet na każdą pogodę i rodzaj wyzwania. Leginsy, bluzy i kurtki oprócz wysokiej jakości charakteryzują się też wyjątkową kolorystyką. No i mam od nich zawsze zestaw dedykowany na każdą poważną imprezę biegową. Wyjątkowo dużo zużyłem skarpet. Po pierwsze, jak miałem kontuzję Achillesa, musiałem kilka par naciąć od góry aby zbytnio nie uciskały moich opuchniętych nóg, a po drugie wspomniany pył wchodził w nie tak głęboko, że nawet po upraniu stawały się bardzo „sztywne”.

Jeżeli chodzi o odżywianie podczas biegu to musieliśmy trochę zmodyfikować nasz plan. Z przykrością muszę stwierdzić, iż czułem się trochę „terroryzowany” ciągłym pouczaniem mnie i mojego serwisu ze strony organizatora. Nie rozumiem jak organizator nie znając organizmu biegacza, jego przyzwyczajeń i nawyków żywieniowych, ani zachowań podczas dużego wysiłku może systemowo narzucać mu schemat odżywiania. Nie przyjmował tłumaczeń zawodników ani ich serwisu, że ten bardzo ważny aspekt wyzwania, mamy indywidualnie dopracowany, przetestowany i konsultowany niejednokrotnie z dietetykami i lekarzami.

Nie interesowała go jakość pokarmów, tylko ich ilość, a przede wszystkim waga. Moim zdaniem, co staraliśmy się przekazać organizatorom, powinien zwrócić większą uwagę na biegaczy, którzy nie mieli serwisu i mogli nie dopilnować właściwego odżywiania, niż dyskutować i narzucać swoje zdanie zespołom z doświadczeniem w takich biegach. Dla mnie był to niepotrzebny stres i kolejna rzecz, która niepotrzebnie zaprzątała mi głowę. Czułem duży dyskomfort trzymając bezpieczną wagę 3-4kg ponad limit. Uważałem, że spokojnie mogę biegać z wagą 1-2kg ponad limit.

Z ciekawostek mogę podać przykład tego co dostałem od organizatora do zjedzenia celem utrzymania wagi podczas biegu. Była to przekrojona połowa chleba, polanego jakimś olejem z 3 kawałkami fety. Połowa chleba na raz!!! A głównym posiłkiem był wielki talerz kluchów, polanych łyżką sosu pomidorowego z dużą pajdą chleba.

Jedząc takie posiłki nie dojechałbym nawet do połowy biegu. Podjęliśmy z serwisem decyzję, że nie dyskutuję z orgiem, biorę wszystko co daje, ale jem tylko posiłki przygotowane przez zespół. Podstawą były domowe obiady Agnieszki. Przepyszne. Aga widząc bufet organizatora, przygotowywała też posiłki wegańskie biegaczce z Tajpej. Niejednokrotnie przywoziła suflaki innym zawodnikom. Dbaliśmy także o innych zawodników dostarczając im soki, owoce czy słodycze. Nie mówiąc już o ubraniach dla biegacza z dystansu 2000km, który podziurawił i zakrwawił spodnie, wielokrotnie się przewracając.

Pamiętacie. Biegamy, rywalizujemy, ale przede wszystkim pomagamy sobie.

No i podstawowa rzecz w biegach ultra. Suplementacja. Bo jak ja mówię „na samych ziemniakach nie zajedziemy daleko”. Od prawie roku współpracuję z firmą Clean Labs, która dostarcza mi suplementów diety. W ich ofercie jest wszystko czego potrzebuję do długiego biegania. A do tego wypijałem 1-2 shaki białkowe i białkowo-węglowodanowe na dobę.

5. BIEG, POGODA, URAZY i KONTUZJE.

Zgodnie z regulaminem na dotarcie do mety mieliśmy 60 dni i nocy. Analizując dotychczasowe wyniki na tym dystansie i moje przygotowanie ustaliłem z Natalią, że realne jest powalczenie o wynik poniżej 50 dób czyli poprzeczkę postawiłem sobie dosyć wysoko. Byłby to jeden lepszych wyników na świecie. Łatwo obliczyć, że musiałbym biegać po 100km na dobę. Ale cały czas miałem też z tyłu głowy fakt, że tak wielu nie dotarło do mety. Tak wielu dobrych biegaczy zostało pokonanych przez dystans.

Także cel numer jeden to ukończyć, a jak bieg będzie się układał dobrze to powalczyć o wynik poniżej 50 dób. Na ostatnim miejscu było myślenie o wygranej. Dominowała jednak pokora.

No i zaczęło się. Pętla posiadała 5 skrętów w lewo o kącie nawet powyżej 90 stopni. Na efekt nie trzeba było czekać długo. Każdy z zawodników miał mniejsze i większe urazy stawu skokowego i stawu kolanowego lewej nogi. Niestety ja już po pierwszej dobie cierpiałem z tego powodu. Torbiel Bakera. Nie czułem żadnego bólu w okolicach kolana. A i kilometraż pierwszej doby (149km) na luzie nie dawał powodu do obaw. A jednak. Zaczęliśmy natychmiast działać. Były różne teorie lecz my stosowaliśmy sprawdzone u nas: lód, maści, masaże, opaski uciskowe i coś na stan zapalny.

Kilka dni biegu z bólem ale udawało się realizować plan. Była doba gdzie samo zginanie nogi było problemem. Po około 4-5 dobach kontuzja ustąpiła. Mogliśmy na spokojnie skupić się na walce z dużym wiatrem i deszczami. Po analizie wyszło, że prawie 30 dni biegu było przy ogromnym wietrze. Niejednokrotnie nie było mowy o biegu i nawet chodzenie było trudne.

Po około dwóch tygodniach kolejna kłoda pod nogi. Na szczęście na nią byliśmy przygotowani. Wszechobecny pył powoduje u mnie alergię. W ubiegłym roku krostami pokryte miałem stopniowo całe ciało. Niektóre były duże i wypełniał je jakiś płyn. Już na kilkanaście dni przed biegiem zacząłem brać lek antyalergiczny. Teraz gdy tylko pojawiło się pierwsze zaczerwienie stosowaliśmy przepisane maści i pudry. W biegu to nie przeszkadzało lecz gdy miałem swoje trzy godziny snu a było swędzenie to nici z odpoczynku. Wystarczyło 3-4 doby stosowania odpowiednich środków i wysypka ustąpiła.

Po trzech tygodniach biegu strategia była realizowana i byłem nawet na pierwszym miejscu mając około 38km przewagi ale wtedy przytrafiła się bardzo poważna kontuzja – ból Achillesa. Nieco wyżej bo około 10cm powyżej pięty. Ponad dwie doby próbowaliśmy wszystkich znanych nam sposobów. Ja starałem się walczyć o kilometry, a serwis robił wszystko żeby pozbyć się bólu. 5 godzin po rozpoczęciu 22 doby upadłem. Przenosząc ciężar ciała na lewą nogę… nie dałem już rady. Ból był ogromny. Noga nie dawała rady. A gdy doczołgałem się do bazy (26min 700 metrów) okazało się, że dodatkowo płyn rozlał się wokół kostek. Łzy w oczach, bynajmniej nie z bólu. Docierało do mnie, że tym razem nie obędzie się bez zejścia z trasy na dłużej.

Lekarz miał być za dwa dni. Serwis poinformował organizatora, że mam kontuzję i że uprzedzając decyzję lekarza schodzimy i robimy wszystko by ją wyleczyć. W pierwszej kolejności serwis zajął się usunięciem opuchlizny. Zimna kapusta, Altacet, lód, okłady, masaże. 24 godziny i nie było śladu po „galarecie”. Jednocześnie wcieraliśmy maści w bolące miejsce na zmianę z lodem. Wykorzystałem ten czas na kilka dodatkowych drzemek, podjadłem i rozmasowałem kilka bolących miejsc.

Po kolejnej dobie była wizyta u lekarza. Omówiliśmy wszystko a lekarz potwierdził, że mogę zacząć powoli chodzić po trasie. 23 doba i 33km. Kolejnej doby już podbiegałem po 200 metrów. A następnej zacząłem odrabiać straty w stosunku do naszej strategii. Lider odskoczył na sporo ponad 100km i było jasne, że tylko jego poważna kontuzja (której mu nie życzyłem) może spowodować, że go dogonię. W normalnej walce był to dystans nie do odrobienia. Konsekwentnie doba po dobie realizowałem plan. Zmęczenie narastało, ale ja skupiałem się tylko na swoim zadaniu.

Nie analizowałem tego co dzieje się u lidera do czasu kilku zdarzeń. Kilkukrotnie kłamliwie oskarżył mnie i mój zespół o łamanie regulaminu. Po złożonych przeze mnie wyjaśnieniach organizator zdecydowanie odrzucił jego pomówienia. Według mnie robił to ze strachu przed tym, że może zostać zdjęty z trasy na pewien czas, a ja go dogonię. Obawiał się bo wiedział, że bardzo zbliżył się do swojego limitu wagowego, a kontuzje które miał mogą go decyzją lekarza zatrzymać na kilkanaście godzin. Dlatego też unikał wizyt u lekarza.

Byłem mocno zażenowany takim zachowaniem szczególnie, że od kilku już biegów wielokrotnie pomagaliśmy temu biegaczowi. Nawet w tym, Natalia kupiła i przywiozła mu z Polski specjalne ochraniacze na buty bo cierpiał z powodu bardzo poważnej kontuzji. Ale nie dałem się sprowokować. Do końca realizowaliśmy nasz plan starając się także pomóc innym zawodnikom w ich walce. Do ostatniego okrążenia biegłem z podniesionym czołem i patrzyłem mu prosto w oczy. Nie był w stanie tego odwzajemnić.

Po 49 dobach, 6 godzinach, 27minutach i 2 sekundach dotarłem do mety biegu na 5000km na drugiej pozycji. Byłem bardzo zadowolony. Czekali na mnie członkowie zespołu, przyjaciele, kibice i kilkanaście tysięcy kibiców on-line. Podczas ceremonii dekoracji, zostałem wyróżniony przez organizatora dodatkową nagrodą, za jak to ujął „dżentelmeńskie zachowanie i postawę fair play”.
Dziękuję Wam wszystkim.

6. POSUMOWANIE

Wysyłając zgłoszenie do tego biegu miałem wyobrażenie tego co może się wydarzyć. Przynajmniej tak mi się wydawało. Teraz wiem, że doświadczenie to podstawa. Byliśmy przygotowani na naprawdę wiele ewentualności. Lecz tak długi bieg na pewno nas czymś zaskoczy. Czy za wcześnie zdecydowałem się na takie wyzwanie? Myślę że nie. Uważam że pomimo tego, iż poprzeczkę podniosłem sobie wysoko to sprostałem wyzwaniu. Zarówno ja i jak i mój zespół. Wszyscy daliśmy z siebie dużo i dobiegliśmy do mety. Jesteśmy zwycięzcami.

Wszyscy którzy podjęli wyzwanie są zwycięzcami. Wszyscy walczyli. Z niesprzyjającą pogodą, z małym podbiegiem, z problemami, urazami, kontuzjami, zmęczeniem, sennością, z chęcią odpuszczenia. Serdecznie gratuluję wszystkim, którzy wygrali swoją wewnętrzną walkę czyli prawie wszystkim startującym.

Dziękuję także kibicom śledzącym moje zmagania przez internet. Za motywujące wpisy, za te „podśmiechujki” też. Macie zdrowie, że daliście radę wytrzymać ze mną tyle czasu.

A tym, którym się podobało śpieszę oznajmić, że to jeszcze nie koniec…